FANDOM


Totalna Porażka: Wiejska Legenda - Odcinek 13

Aktualna Sytuacja

TOTALNA PORAZKA WIEJSKA LEGENDA.jpg


Chris siedzi sobie na leżaku na plaży sącząc drinka. Wachlowany był przez Marie Joulie.

Chris: Witajcie ludziska w kolejnym odcinku Totalnej Porażki: Wiejskiej Legendy! Ubiegłym razem mogliście zobaczyć zawodników walczących w kolejnym zadaniu po rozłączeniu drużyn - Pojedynki na wodnym torze! Martin, Selisha, Charlotte, Moreno i Brick najedli się wstydu, podczas kiedy pozostali szukali moich tubek z gelem w basenie pełnym galaretki. Nie było to takie proste, jednak nietykalność wygrała Jo, Emma oraz Henry. Jo jako iż pierwsza skończyła zadanie dodatkowo otrzymała nagrodę - zloty krowi totemik, który będzie mogła użyć w dowolnej chwili by uchronić się od eliminacji! Martin i Charlotte zerwali sojusz, i po zadaniu każdy z nich chciał szukać osób do pomocy w glosowaniu. Na ceremonii rozdania krowich placków górą okazała się Charlotte, a Martin został wykopany.. Kto dziś pożegna się z milionem? Czy znowu zmienię symbol bezpieczeństwa? Dowiecie się tego w tym odcinku Totalnej.. Porażki..: Wiejskiej.. Legendy!

<Intro>


Rano

118px


O ile poprzednie rano było wyjątkowo spokojne w stodole dziewczyn, to tym razem było zupełnie inaczej. W stodole znajdowały się tylko Charlotte i Jo. Tylko i jednocześnie aż, ponieważ przez ich kłótnie reszta dziewczyn wyszła ze stodoły. A wszystko poszło oto, ze Charlotte przestawiła ciężarki Jo.

Jo: Jeszcze raz dotkniesz moich rzeczy, to osobiście dopilnuje żebyś wylądowała w szpitalu u Chefa!

Charlotte: Ale się boje. Popatrz, wzięłam twój krowi totemik!

Jo starała się kontrolować, jednak tym razem nie wytrzymała i rzuciła widłami w Charlotte, która w ostatniej chwili zdążyła zrobić unik a widły wyleciały przez okno.

Charlotte: Brawo panno tłusta głowa. Chrisio nie będzie zadowolony.

Jo: Zamknij się, to twoja wina!

Tymczasem przed stodołą na schodach siedziała pozostała trójka dziewczyn. Co chwile jakiś przedmiot wylatywał przez okno, dlatego musiały być ostrożne.

Emma: One nigdy nie przestaną się kłócić.. A jak tak dalej pójdzie, to swoją agresjom zniszczą całą wioskę!

Emma musiała się schylić, ponieważ szafka nocna Selishy wyleciała przez okno.

Emma: Słuchajcie, powinnyśmy działać.

Zwróciła się do pozostałych dziewczyn. Żadna nie wyglądała, jakby jej słuchała. Selisha atakowała krzaki, a Veronica kończyła pudrować nos.

Veronica: Mówiłaś coś, kochana?

Emma nie traciła cierpliwości.

Emma: Tak. Sądze, ze powinnyśmy wyeliminować Charlotte lub Jo. Za dużo w nich negatywnej energii..

Veronica: Oj tam. Charlotte jest fajna, a Jo przydałaby się wymiana garderoby, ale u facetów jest zdecydowanie gorzej. Widziałyście buty Bricka? Ohyda!

Emma: A ty Selisho, co o tym myślisz?

Selisha wyłoniła głowę znad liści na drzewie.

Selisha: Selisha uważa, ze te jabłka mają za dużo robaków.

Zza drzwi wyleciał kolejny przedmiot i seria wyzwisk.

Emma: Ehh, no nic. Ide je rozdzielić, bo jeszcze sobie coś zrobią.

Kiedy Emma wstała i poszła, Veronica i Selisha spojrzały na siebie i wzruszyły ramionami.

<Veronica: Czy mi się wydaje, czy panna blada chciała namówić mnie do głosowania na Charlotte? No fakt ze czasem zdarzy jej dobrać nie odpowiedni kolor opaski do sukienki, ale żeby ją od razu eliminować?>

Veronica: To co Sel, idziemy do łazienki?

Selisha: Oczywiście. Obyśmy tylko nie spotkali tam starszych.

Veronica i Selisha zabraly swoje kosmetyczki z ziemi, które nie dawno zostały im wyrzucone przez okno, po czym udały się do łazienki.

Łazienka

Do wspólnej łazienki weszły Selisha i Veronica. Selisha nie czuła się zbyt pewnie, jednak dała sobie pomalować usta.

Veronica: Zobaczysz. Po drobnych zmianach będziesz znacznie ładniejsza!

Selisha: Ale Selisha nie chce się zmieniać. Musze przecież chronić świat przed starszymi!

Veronica: Starszymi? W sumie masz racje. Ciągle tylko narzekają i ubierają się jak ziemniaki.

Selisha: Dlatego Selisha musi ich zwalczać.

Veronica: Rozumiem.. Ale co by ci szkodziło, gdybyś była piękniejsza?

Selisha: Fakt.

Veronica: Czas na operacje stylówa.

Veronica wyjęła swoją torbę, gdzie trzymała wszelkie najważniejsze rzeczy i zaczęła zmieniać Selishe..

Kiedy juz skonczyla, do lazienki przyszedl Moreno. A kiedy odmieniona Selisha odwrocila sie w jego strone, szczęka mu opadła.

Plik:Selisha.png

Moreno: Wow.. Che belleza..

Selisha: Hej! A ty czego szukasz w łazience dziewczyn?

Sięgnęła po swoją katanę i była gotowa do ataku, Moreno odskoczył.

Moreno: Spokojnie, o ile wiem to teraz wspólna łazienka.

Selisha: Więc co chcesz zrobić?

Moreno: To, co robi się w łazience?

Moreno chce wejść do kabiny, jednak blokują ją Selisha.

Selisha: Nie możesz do niej wejść. Jest skażona przez starszych!

Moreno: A czy czasem jeden z ze starszych nie skrada się do ataku na domek chłopaków?!

Selisha: Gdzie?!

Moreno: Tam, za oknem!

Selisha wzięła katanę i z okrzykiem bojowym wyskoczyła przez okno. Moreno odwrócił się do Veroniki.

Moreno: A tak na serio, to jestem tu do ciebie.

Veronica: Ty też chcesz mały make-up? Przecież już taaaaki przystojny.

Moreno: Kusisz, kusisz.. Ale mam pewną sprawę.. Liczę że mi pomożesz.

Podczas kiedy Moreno i Veronica rozmawiali w łazience, Selisha szukała starszych przed domkiem chłopaków.


Przed Domkiem

Brick i Henry przyglądali się “nowej” Selishii z podziwem. Nie mogli uwierzyć w jej przemiane.

Brick: Selisha.. Czy to ty?

Selisha: Tak, to ja.

Henry: Gdzie ty byłaś, ze tak się zmieniłaś?

Selisha: U modelki w łazience. A teraz wybaczcie, ale musze dokończyć proces oczyszczania wioski ze zła!!

Henry: Ehh.. W tych krzakach nie ma starszych. Oni nie istnieją!

Selisha: Istnieją, istnieją.. Tylko ze są oni mistrzami kamuflarzu. Wy nie możecie ich dostrzec..

Henry: Dobra.. Ona z charakteru nic sie nie zmieniła.

Nagle podeszła do nich zasapana Jo.

Jo: Brick, możesz na słówko?

Brick: Eeee..

Jo: No chodź!

Jo wzięła go za bluzke i zaprowadziła na tyły domku.

Jo: Słuchaj...

Chris: Wieśniaki, lub rolnicy jak wolicie - czas na zadanie!

Jo: Ehh.. Pogadamy później!

<Brick: O co mogło jej chodzić?>


Plac Główny

Po kilkunastu minutach zawodnicy pojawili się w komplecie na zawołanie Chrisa.

Chris: Witajcie!

Chris ubrany był w strój indiańskiej wojowniczki, trzymając dzide w dłoni.

Brendon: Joł, męskich strojów to już nie było?

Chris rzucił w niego dzidą. Na szczęście Brendona minimalnie chybił.

<Brendon: Ten ziomek powinien porządnie chill'outnąć..>

Chris: Haha, bardzo śmieszne. Jak się pewnie domyślacie, dzisiaj będziemy... polować! Ludzie na wsi w przeszłości często w ten sposób się utrzymywali.

Charlotte: Polować? Och, ale jak to Chrisiu?

Chris: Normalnie. W pierwszej części zadania będziecie musieli sobie zrobić broń. W drugiej wybierzemy się na polowanie.

Emma: Na polowanie? Ale ja nie pozwole skrzywdzić innych zwierząt.

Chris: Nie macie ich zabijać, tylko schwytać. A teraz nie traćcie czasu i udajcie się do stodoły Chefa, i niech każdy z was wybierze sobie lub zbuduje odpowiednią broń.

Veronica: Sorki Chris, ale wydaje mi się ze moje paznokcie nie nadają się na trzymanie brudnej dłoni.

Chris: Zawsze możesz udać się na kopniak wstydu.

Veronica spojrzała na oszalałego osła.

Veronica: No dobra, wchodzę w to.

Chris: Więc ruszajcie!

Wszyscy jak najszybciej pobiegli do stodoły chefa, chcąc sobie zdobyć jak najlepsze bronie.

Zadanie I, stodoła Chefa

Pierwsza w stodole pojawiła się jak zwykle Jo. Będąc na miejscu zaczęła się rozglądać na wszystkie strony.

Jo: Potrzebuje czegoś.. Ciężkiego i skutecznego!


Zanim zdążyły się pojawić kolejne osoby, czyli Brick, Selisha i Henry, Jo znalazła już sobie coś odpowiedniego.

Jo: Młotek oraz sieć rybacka! O tak!

Brick: Może dasz nam jedną z tych rzeczy?

Jo: Chyba sobie ze mnie kpisz!

Henry: Przestań Brick, sami sobie też możemy coś znaleźć.

Brick: Eeee.. No dobra. A może powiesz mi o co ci wtedy chodziło?

Jo: Teraz nie mam czasu!

Pojawiły sie Charlotte i Veronica. Jo warknęła na Charlotte i wybiegła ze swoimi zdobyczami ze stodoły.

Charlotte: A tej o co znowu chodziło?

Veronica: Nie wiem. Ale gdybym miała takie brwi, to też bym się wkurzała.

Henry tymczasem przeszukiwał wielkie pudło, a Selisha w miejscu ćwiczyła ruchy obronne.

Henry: A ty Selisha nie szukasz sobie broni?

Selisha: Selisha ma już broń.

Wszyscy zrobili miny ala O_O.

Selisha: Chyba nie myśleliście, ze Selisha wyruszy na polowanie z kataną. Selisha nie mogłaby skrzywdzić zwierząt.

Wszyscy odetchnęli.

Selisha: Dlatego Selisha zawsze nosi ze sobą scyzoryk!

Wszyscy znowu westchnęli.

Selisha: No przecież nie użyje go na zwierzakach.

Brick: Wiec co takiego masz?

Selisha: Starą rybę.

Charlotte: Yyyy.. I myślisz, ze uda ci się coś nią złapać?

Selisha: Tak.

Charlotte: No to powodzenia!

Charlotte zabrała pokarm dla dzikich zwierząt, a Veronica sztuczny, gumowy łuk i wyszły. Henry'emu również udało znaleźć się w pudle coś ciekawego.

Henry: Słuchajcie, mam tu widły, wędkę, line, klatkę, banany..

Selisha: Selisha bierze bananyyyyy!

Henry: ... kokosy, wiosła, skarpeta.. Zaraz, skarpeta?!

Brick: To pewnie jedna z skarpet Chefa..

Nagle z cienia wychodzi Bteh.

Bteh: Wy ku**y pojebane, oddawajcie moją skarpetę!

Henry: Proszę bardzo, nikt ci nie będzie jej wyrywał.

Bteh od razu ją zjadła.

<Selisha: I oni mówią, ze to ja jestem dziwna..>

Bteh: Na co się tak k**wa lampicie idioci zasr**i!

Henry: Wyluzuj trochę.

Bteh: Bo co mi zrobisz korniszonie jeba*y!

Brick: Dobra.. Ja wezmę klatkę i line.

Henry: A ja.. Wędkę i worek.

Selisha: Bananyyyyy!

Wszyscy wzięli to czego potrzebowali i wychodzili.

Bteh: Ja pier**le, co za nudziarze.

Bteh podrapała się pod pachą. A kiedy poprzednia trójka szybko się zmyła, jako ostatni w stodole pojawili się Brendon i Emma.

Bteh: Nosz ku**a, następne paszczury przybyły.

Brendon: Ziomalko. Zainwestuj lepiej w lustro..

Bteh: Nawet się pod pachą swobodnie nie można podrapać.

<Brendon: Co to miało być? Na początku myślałem, ze to dziewczyna, ale kiedy podniosła pachę? Och men.. Ona powinna trafić do NASA!>

Emma: Brendon.. Mam dość sytuacji w mojej stodole.

Brendon: No coś ty, na pewno nie jest źle..

<Brendon:... Szczególnie z takimi dupciami jak Veronica i Charlotte na pewno nie może być nudno. No w sumie Selisha po przemianę tez jest coool!>

Bteh: No szybciej lamusy, spier**lajcie, bo chce przygotować ołtarzyk skarpetom Chefa.

Emma i Brendon prędko wzięli miotłę i przynętę i uciekli.


Plac Główny

Kilka minut później wszyscy znaleźli się na placu. Byl również Moreno, który otrzymał broń od Chefa - pistolet strzelający sieciami.

Jo: Hej, a ty skąd to masz?

Moreno: Jak to skąd? Z tego samego miejsca co ty.

Jo: Jakoś wcześniej tej broni tam nie widziałam.

Moreno: Bo pojawiłem się tam szybciej niż ty?

Chris: Spokój! Każdy z was ma już odpowiednią broń, dlatego możemy przejść do łowów.

Brendon: Może jakieś wskazówki, co?

Chris: W lesie grasują dwa zwierzaki. Jeden byk i jedna krowa. Byka może upolować tylko chłopak, a krowę tylko dziewczyna. Nietykalność wygrają tylko dwie osoby.. Gotowi? Ruszajcie!

Zawodnicy pobiegli do lasu.


Zadanie II, las

Po chwili każdy postanowił się rozdzielić, lub działać w małych grupkach. Jo postanowiła działać solo, a o dziwo Moreno udał się z Henry'm.

Henry: Dobra.. Czuje że worek i wędka nie wiele mi się przydadzą.

Moreno: Ależ skąd amico. Mogą okazać się bardziej użyteczne niż myślisz.

Henry: Gdybym mial taką broń jak ty, to też byłbym spokojny..

Moreno: Powiadasz? Wiesz, jesli chcesz to możemy się wymienić.

Henry: Serio?! Ale nie trzeba, bo trochę mi głupio..

Moreno: Oj przestań.

Chodź Henry'emu było nie zręcznie tak wymieniać się o super przydatną do tego zadania broń, mając tylko wędkę i worek, to dokonali transakcji.

<Moreno: Żaden problem. Wiem, gdzie znajduje sie byk, dlatego to zadanie nie bedzie dla mnie problemem. Poradze sobie nawet z tą denną wędką i workiem..>

Henry: Dzięki stary. Jakby co, mam u ciebie dług.

Moreno: Och, bez przesady.. Wystarczy tylko, ze powiesz mi słówko o...

Kamera przerzuciła się na biegnącą jak torpeda Jo. Nie przeszkadzał jej nawet ciężki młotek na plecach.

Jo: Ta krowa musi być moja!

Kroku jej starał się dotrzymywać Brick. Jednak było to nie możliwe, ponieważ musiał nosić ogromną klatkę.

Brick: Po co ja brałem taka ogromną klatkę na polowanie?

Pacnął się w głowę. Nagle nie wiadomo skąd na klatkę zeskoczyła Selisha.

Selisha: Hej, chyba sobie nie radzisz?

Brick: Eee.. Ależ skąd! Idzie mi świetnie, a ta klatka jest lekka jak piórko!

Brick stara się ją pchnąć z całą swoją, jednak ta poruszyła się o zaledwie kilka centymetrów.

Selisha: Selisha ci pomoże.

Brick: Nie trzeba..

Jednak Selisha nie posłuchała Bricka, i bez problemów na jednej ręce uniosła klatkę.

<Brick: Ehhh.. Nie cierpię kiedy Selisha mnie tak ze wszystkiego wyręcza. Czuje się wtedy jak mały, bezbronny dzieciak.>

Selisha: To co? Idziemy zapolować na byczka czy na krowę?

Brick: Może najpierw na krowę dla ciebie? Wtedy zdobędziesz nietykalność.

Selisha: Dobra, ruszamy.

<Selisha: Selisha ma genialny plan. Kiedy tylko już zobaczy krowę, zachęci ją bananami do wejścia do klatki! To wydaje się takie proste, a Selisha dzięki temu może wygrać!>

Tymczasem po drugiej stronie lasu znajdowały sie Charlotte i Veronica, które cały czas jednak trzymały się dość blisko Brendona i Emmy..

Charlotte: Pomyślmy.. Gdzie może przebywać krowa?

Veronica chwile pomyślała, a potem już tylko radośnie podskakiwała.

Veronica: O! Ja wiem, ja wiem!

Charlotte: ?

Veronica: Może udała się do kosmetyczki? Zwykle w piątki nie ma w niej ruchu, dlatego pewnie cwaniara załapała się bez kolejki!

Charlotte przewróciła oczami i zapukała w głowę Veroniki.

Charlotte: Krowy pasą się najczęściej na polu. Bo kto kiedykolwiek widział krowę w lesie?

Veronica: Fakt!

<Veronica: Moja przyjaciółka Charlotte jest taka mądra! Nie wiem co bym bez niej zrobiła..>

Charlotte: To idziemy zobaczyć na pole.

Veronica: Ale czy nie mieliśmy obserwować Brendona i Emme?

Charlotte: Kit z nimi. Spieszmy się, bo ktoś inny może okazać się szybszy!

Charlotte i Veronica pobiegły na pole. Tymczasem Emma i Brendon powoli i ostrożnie zbliżali się do wielkiego młyna.

Brendon: Joł, żabko. Od kiedy to krowy mieszkają w młynie?

Emma zachichotała.

Emma: Krowy nie mieszkają w młynie. Idziemy tam na spotkanie z pewną, która może nam pomóc.

Emma rozejrzała się jeszcze raz, czy aby nikt ich nie śledzi.

Brendon: Really? Mam nadzieje, ze nie spotkamy tam tego czupiradła, które wiedzieliśmy w stodole Chefa.

<Brendon: Joł, trzeba miec nie źle zrytą bańke, żeby sobie ołtarzyk ze skarpet Chefa robić..>

Chwile później stali już przed drzwiami i zapukali. Po krótkiej chwili otworzyła im..

Brendon: Dawn?!

Dawn: Tak to ja. Co się stało?

Brendon: Co tutaj robisz?

Dawn: Mieszkam?

Emma: Widzisz.. Wiem, ze nie chcesz mieć z tym show nic wspólnego, ale tu chodzi o dobro zwierząt.

Dawn: Co się stało?!

Emma opowiedziała Dawn o całym dzisiejszym zadaniu. Dawn słuchała z uwagą, a kiedy Emma już skończyła Dawn wróciła na chwile do domu po kilka potrzebnych jej rzeczy i po minucie pojawiła się gotowa.

Dawn: Możemy iść.

Brick i Selisha z bananami i klatką krążyli w okolicach stołówki. W pewnym momencie dostrzegli znajomą im już postać wykradająca brudne skarpety Chefa.

Brick: O nie.. To znowu ona!

Brick wydarł się tak głośno, ze zwrócił na siebie uwagę Bteh.

Bteh: Co ku**a, chcesz mi zapier**lic moje skarpety?!

Brick: Nie, skądże!

Bteh zrobiła przerwę by wdychać zapach skarpet.

Bteh: Nie lamp się tak czopku popierd***ny!

Brick: Ale ja..

Bteh: Co kur*a, wieloryb cie obs**ł że się tak kozaczysz?

Brick: Eeee, nie?

Bteh: To zapier**aj i przynieś mi więcej skarpet!

Brick: Ale ja mam teraz..

Bteh: Dałam ci ku**a głos?

Brick ze spuszczoną głową udał się na stołówkę po dodatkowe zużyte skarpety dla Bteh. Podczas kiedy Bteh drapała się pod pachami, skoczyła przed nią Selisha.

Bteh: A ty k**wa czego tutaj chcesz debilko?!

Selisha: Chciałam się zapytać.. Nie widziałaś może gdzieś starszych?

Bteh: Ja ci ku**a zaraz dam starszych, lepiej mi stąd spier**laj w trybie now!

Jednak Selisha nadal stała i przyglądała się jej jak idiotce.

Bteh: Co dz**ko, szukasz guza?

Selisha: Nie, starszych.

Bteh: G**no mnie oni obchodzą, a teraz jazda do stołówki po więcej skarpet!

Selisha: Tak jest!

Selisha zasalutowała i pobiegła do Bricka.

Bteh: No. A niech mi się jeszcze jakaś sz**ta odważy się przeciwstawić.

Tymczasem po drugiej stronie lasu, Jo nadal biegła szwedzie gdzie się da, jednak nadal nic nie znalazła.

Jo: Głupie zadanie! W tym lesie niczego nie ma!

Jo przysiadła sobie na kamieniu, i wtedy usłyszała zbliżające się czyjeś kroki. Jak się później okazało, był to Moreno i Henry.

Jo: Siemano ofermy! Macie coś?

Moreno: Tylko dobrą broń.

Jo: Taaak. W tym lesie nie ma żadnych krów!

Henry: Hej, a może przyłączysz się do nas w poszukiwaniach? W końcu my musimy zdobyć byka, a ty krowę. Jesli będziemy współpracować mamy większe szanse na wygraną.

Moreno: On ma racje.

Jo chwile pomyślała nad tą propozycją.

Jo: Nie dzięki. Wole działać solo, a wy tylko byście mnie spowalniali!

Minute później Jo już uciekła.

<Moreno: Jo ma racje, tutaj warto działać solo.. Będę musiał tylko jakoś zgubić chłopaczka w odpowiednim momencie.>

Polana

Tymczasem na polane dotarły Veronica i Charlotte.

Charlotte: Dobra. Zaczekaj tu na mnie, ja pójdę poszukać krowy.

<Charlotte: I wygrać nietykalność oczywiście!>

Charlotte wyszła na polane i zaczęła się rozglądać za krową, Veronica przypomniała sobie o swoim plastikowym łuku. Wyjela jedną i wycelowała w drzewo.

Veronica (do siebie): Wyobraź sobie, ze jesteś w Rossmanie na promocji i musisz szybko zabrać jak najwięcej rzeczy...

Na polane od innej strony pojawiła się Emma, Brendon i prowadząca ich do zwierząt Dawn.

Dawn: Czy to właśnie tego byka szukacie?

Wskazała na pasącego się obok nich sporego byka.

Brendon: Tak! Ja się nim zajmę, a wy szukajcie krowy dla Emmy!

Emma: Tylko nie zrób sobie ani bykowi krzywdy!

Brendon: Postaram się.

Brendon wyjął swoją miotle i dzielnie ruszył na byka.

Byk: Phi. Chcesz mnie pokonać miotłą?

Brendon: Yyyy..

<Brendon: Znowu musiałem się upić. Gadający byk?>

Byk rzucił się na Brendona. Ten zdążył złapać się jego rogów i wskoczyć na grzbiet.

Brendon: O tak! Dalej byczku, nie pokonasz mnie!

Byk robił wszystko, by zrzucić z siebie Brendona. I kiedy Brendon miał już upaść, końcówka miotły zahaczył o rogi, przez co bykowi odpadła głowa.. Jak się okazało była to głowa od kostiumu.

Penny: I coś ty najlepszego idioto zrobił?!

Brendon: Emmm.. Pokonałem cie?

Nagle nie wiadomo skad pojawia sie Chris.

Chris: Brawo Brendon, pokonales Penny i zdobyles pierwszą nietykalność!

Brendon: WoooHooo! Ale czad! A kto zdobyl drugą?

Chris: Jeszcze nikt.

Tymczasem Emma i Dawn zlokalizowały już krowę.

Dawn: Podejdź do niej powoli i ostrożnie..

Emma wykonała polecenie Dawn. Wkrótce udało jej się dojść do krowy i jej dotknąć. Jednak w tej samej chwili po drugiej stronie dotknęła jej również Veronica.

Veronica & Emma (jednoczesnie): Mam ją!

Chris wyskoczył zza krzaków.

Chris: No,no,no.. Wygląda na to, ze mamy remis. A oznacza to dogrywkę!

Veronica: Jak to?

Chris: Tak to.

Dogrywka

Kilka minut później wszyscy są już w wiosce. Emma i Veronica siedzą przed dwoma krowami. Dawn natomiast już się ulotniła tak, ze nikt jej nie widział.

Chris: Witajcie w specjalnej dogrywce!

Henry: A co w niej takiego specjalnego?

Chris: Juz wam mowie.. Osoba która wygra ten pojedynek, otrzyma nagrodę, czyli noc w pięciogwiazdkowej przyczepie!

Veronica zaświeciły się oczka.

Chris: Ale niestety.. Osobę która przegra ten pojedynek, czeka... Kopniak wstydu!

Wszyscy westchnęli.

Emma: Jak to? Osobę która przegra, czeka eliminacja?

Chris: Dokładnie!

Veronica: No dobra.. Ale co mamy robić?

Chris: Macie minute na wydojenie swoich krów. Osoba, która wydoi więcej wygrywa! Pytania?

Emma i Veronica podnoszą ręce.

Chris: Start!!

Dziewczyny zaczęły doić krowy. Veronica na początku strasznie się brzydziła, a Emma dojenie wykonywała powoli bojąc się, ze zrobi krowie krzywdę.

Charlotte: Dalej Veronica, musisz to wygrać!

Brendon: Nie poddawaj sie Emma!

Veronica wyborazila sobie, ze jesli wygra czeka ją luksusowa noc. Nagle jej obrzydzenie minęło, i zaczęła doić wściekle tyle, ile tylko dala rady. Jednak Emma była zdecydowanie na prowadzeniu.

<Charlotte: Musze coś zrobić, inaczej Veronica przegra..>

Charlotte: Ide się załatwić.

Charlotte poszła do lasu, i z daleka rzuciła kamieniem w wiadro Emmy, przez co się przewróciło.

Chris: No cóż, Veronica wygrywa! Emma, zapraszam na kopniak wstydu..

Kopniak Wstydu

Wszyscy zebrali się, aby pożegnać Emme.

Chris: No cóż, dzisiaj nie będzie ceremonii. Emma odpada.

Każdy po kolei przyszedł pożegnać się z Emmą.

Veronica: Szkoda, ze na końcu musiałyśmy walczyć przeciwko sobie..

Emma: Nie martw się, to była tylko gra. Widać, nie było dane mi wygrać..

Selisha: Emma-san, chcialabym ofiarowac ci moją katanę.

Emma: Nie trzeba Selisho.. Tobie przyda się bardziej.

Selisha przytuliła Emma.

Selisha: Dziękuję za wszystko.

Emma uklonila sie Brickowi, Henry'emu i Moreno i podeszla do Brendona.

Emma: Nie przejmuj sie moją eliminacją. Po prostu baw się tutaj dobrze!

Brendon starał się powstrzymywać łzy i zbliżył usta bezy pocałować Emme.

Chris: Ekhem, osioł czeka Emmo.

Emma: A no tak..

Emma stanęła na polu X i osioł kopnął ją, przez co uniosła się daleko w powietrzu. Wszyscy jej machali.

Chris: To już koniec emocji na dzisiaj! Co wydarzy się w kolejnym odcinku? Dowiecie się tego już nie długo w Totalnej.. Porażce.. Wiejskiej.. Legendzie!

Ad blocker interference detected!


Wikia is a free-to-use site that makes money from advertising. We have a modified experience for viewers using ad blockers

Wikia is not accessible if you’ve made further modifications. Remove the custom ad blocker rule(s) and the page will load as expected.

Więcej z Fandomu

Losowa wiki